Pierwsze kroki w arytmetykę, czyli o równaniach bez rozwiązań

Kategorie: Bez kategorii

Szukam lądowiska dla „tlójki” – Młody robi pierwsze kroki w matematyce, pod kierunkiem Supercyfr z telewizyjnego ekranu. Oszalał dosłownie na punkcie 10 cyferek, codziennie rozwiązujących serię logiczno-matematycznych łamigłówek. A ja zastanawiam się, czy wraz z pierwszymi działaniami arytmetycznymi nie traci aby dziecięcej niewinności.


Z tyłu głowy mam własne dzieciństwo, pełne map, ilustracji i schematów, które jeszcze w przedszkolu uwielbiałem przeglądać (liczby jakoś nie nęciły mnie nigdy). Encyklopedyczne obrazy pobudzały wyobraźnię, godzinami rodząc w głowie alternatywne światy. Fantazyjne projekcje zazwyczaj ucinała mama: – Obyś, synku, nie odpłynął za daleko.

 
Dziś to samo chciałbym powiedzieć Młodemu. Tyle że on wchodzi w ten swój matematyczny świat jak w masło. Po zimowym kursie z Supercyframi bezbłędnie rozpoznaje cyfry od 0 do 9. Potrafi złożyć je do „nastek” i „dwudziestek”. Z wyższymi nominałami ma trochę problemów. Nieśmiało zaczyna dodawać, nieco skromniej odejmować. Oczywiście oba rachunki w zakresie pierwszej dziesiątki. Powoli zaczyna też odczytywać znaczenia cyfr.
– Tu masz czwólkę, a tu zelo. A dlaczego piątka jest taka mała? – wylicza cyfry nadrukowane na mojej koszulce. – O, popatrz, tam jedzie autobus dwa-sześć-dwa na Warzywniaków, plawda? – Nie na „warzywniaków”, tylko Jaworzniaków – odpowiadam niemal codziennie rano w drodze do przedszkola.
– Za ile będzie autobus? – Pięć minut. – A kiedy przyjedzie babcia? – Za trzy dni. – A ile to jest? – Jak dwa razy pójdziesz spać i obudzisz się – podobnych rozmów przeprowadzamy  dziesiątki w ciągu dnia.
Okiełznać czas to jeszcze nic. Teraz wyzwaniem jest „arytmetyka przedszkolna”. W tej łamigłówce nie ma dobrych wyników. Zawsze ktoś wypadnie poza nawias. Czasem nawet poza równanie.
– Zosia chce chodzić ze mną i tylko ze mną na spacely. Lubimy bawić się w ciuchcię. Sławek też by chciał z Zosią, ale ona woli mnie i tylko mnie. Nawet Krzysiu też chciał, ale ona nie chciała – wczoraj nabrałem pewności: mój chłopak wygrał kilkumiesięczny bój o serce przedszkolnej piękności. Serce pęka z ojcowskiej dumy.
Sławek, główny konkurent, nieco zbyt natarczywy, najwyraźniej nie przypadł do gustu czteroletniej Zosi. – On jest wciąs nieokrzesany, tato – czterolatek kładzie mnie na łopatki kolejnym sądem na temat kolegi z grupy.  – Ciągle glandzi, tato!
Myśl społeczna Młodego nabiera tonu sędziowsko-prokuratorskiego. Za wcześnie – myślę sobie. – Wyluzuj – mówię mu, choć bardziej chciałbym powiedzieć „nie oceniaj tak szybko, bądź otwarty na ludzi”. Tylko jak to wytłumaczyć czterolatkowi?
Próbuję zredukować wysokie biegi, ale luz Młodemu przychodzi z trudnością. Zasadniczy  człowiek. Tylko czy ta Zosia z nim wytrzyma?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.